<title_newspaper="Trybuna Robotnicza"> 
<title_article="Chopcy i dziewczta, czytajcie!>
<author_1=Marian Niewiarowski> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="7">
<date=1952-07-04>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
 Drodzy, kochani chopcy.
Nigdy do nas tak serdecznie nasz kierownik nie przemawia. Suchalimy jego sw z zaciekawieniem, ale niepokj ktry nurtowa nas od dawna, dzi przybra jeszcze na sile...
 Koczycie szko. Idziecie w wiat. Wyroniecie na dobrych obywateli, powinnicie pamita komu zawdziczacie wasz przyszo. Przed wami droga otwarta...
Kierownik mwi jeszcze dugo, ale nie pamitam dokadnie jego wszystkich sw. Mwi o potnej Polsce, o mocarstwowoci, o rubieach i stray  jeszcze dzi plcz mi si w pamici te grnolotne frazesy.
Mymy stali i myleli o tym, co nas czeka jutro...
Mylelimy o tej otwartej drodze, ktr nam tak wspaniale rysowa w wyobrani kierownik szkoy...
Wszyscy razem wyszlimy na ulic. Dosownie i  jak si pniej okazao  w przenoni.
Miaem wtedy lat 14. By rok 1934.
Pamitam jak dzi: stalimy na ulicy, patrzylimy na siebie i jako nam wszystkim byo nieswojo. Kady myla o tym samym i kademu byo smutno na sercu.
 Co zrobisz ze sob?  spyta mnie nagle Pietrek, ktry gra na skrzypcach i mia pitk ze piewu.
 Nie wiem jeszcze  odpowiedziaem wahajco  W domu te nie wiedz, co maj ze mn zrobi. Ojciec chce, abym poszed do jakiej drukarni, nauczy si zecerstwa. Ale nie wiadomo, czy si uda..
Zwizek nie dopuszcza nowych si; tylu jest bezrobotnych.
Stalimy bezradnie przed gmachem szkolnym i mylelimy o tym, co nas czeka.
Uczy si dalej?  nie byo za co...
Pj do gimnazjum?  nie byo pienidzy...
Wyjecha  dokd? I po co?...
Zosta w domu na utrzymaniu rodzicw?
Jak dugo?...
Co dalej?...
Oto jaka bya ta droga do przyszoci, o ktrej tak piknie i grnolotnie prawi na zakoczenie roku szkolnego 18 lat temu nasz kierownik  zamknita i bez jutra...
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1>

